W roku 2013 pomysł na wakacje musiał ulec z różnych przyczyn modyfikacjom i kierunek wstępny zamieniliśmy na Albanię.
Szukając wcześniej informacji o tym kraju i o drogach, uczeni zeszłoroczną awarią alternatora, postanowiłem nie robić hardcoru rodzince i poszukaliśmy najpierw na bookingu jakiegoś hotelu ( w razie czego) aby gdyby coś nieoczekiwanego miało się stać, to można by było się w nim zatrzymać. Okazało się ,że ceny hoteli -oczywiście niektórych - są tak korzystne ,że trochę bez sensu było kampingowanie w Albanii. Z głupia franc zabookowałem pokój i stąd pojawił się cel podróży - SARANDE.
Po rozmowach wstępnych z Dudusiem, który również w tym samym czasie planował wyjazd w tym kierunku wiedziałem ,że droga przez Grecję jest najlepszą niehardcorową wersją przejazdu. Data wyjazdu modyfikowana podobnie do kierunku jazdy wypadła na 14.07.2013 r.
W domku autko zatankowane , zapakowane wyruszyło tym razem w składzie 2+2 i pies. Jedna z córek zbojkotowała wyjazd - do dziś żałuje...
Trasę obraliśmy ze względu na odległości do przejechania głównie autostradami. Z Poznania udaliśmy się w kierunku Cieszyna a zatem przez Wrocław i dalej autostradą na Śląsk. Tankowania po drodze w Cieszynie, potem w Bratysławie. Po drodze zakup winiet na Słowację, potem Węgry. Punkt postoju to oczywiście Kiskunmajsa Termy ( N46 31’15.31” E19 44’47.52) (dwie noce)15-16.07.2013.
Tu spotkała nas sytuacja, która zmusiła do poddania w wątpliwość czy jechać dalej. Nasza najmłodsza uczestniczka w dniu pobytu na termach poczuła się źle i dostała gorączki 39st. Nie wiedzieliśmy czy dalsza podróż w kierunku, bądź co bądź mało cywilizowanej służby zdrowia, jest aby dobrym wyjściem, ale zaryzykowaliśmy i po dwóch dniach okazało się ,że udało nam się sprawę opanować. (Termy i kemping dla naszego zestawu łącznie z psem wyniósł nas 187 PLN czyli 12500 Forintów).
Niestety ze względu na wstępne kłopoty ze zdrowiem latorośli zapomnieliśmy robić zdjęcia, zatem takowe pojawią się dopiero w dalszej części relacji.
Wyjazd i tankowanie tuż przed granicą i wjeżdżamy do Serbii. Nudna droga przez Serbską krainę (po drodze tankowanie cena paliwa 155,4 Dinara tj. 5,95 PLN/litr) , później wjazd do Macedonii. Spodobała mi się życzliwość tych ludzi na stacjach. Wszędzie taka sama cena paliwa. Mój kolega, już po tych wakacjach, opisywał mi swoje przygody z Macedonii i potwierdził moją sympatię dla tego narodu. Wszyscy uczciwi , przyjaźnie nastawieni do turystów. Myślę, że warto jak się tylko da , zjechać z autostrady i pobaraszkować po bocznych drogach. My niestety na pokładzie z dzieckiem ,które jeszcze miało gorączkę woleliśmy się jak najszybciej znaleźć w Grecji, gdzie chyba najszybciej w razie konieczności znaleźlibyśmy pomoc.
Bramki na autostradzie w Macedonii to kwoty pomijalne , paliwo 70 Denarów /litr tj. ok. 4,30 PLN/ ltr.
W końcu dojechaliśmy do Grecji. Szybkim skokiem chcąc przejechać w ok. Salonik i tam poszukać noclegu zjechaliśmy w dół mapy i dojechaliśmy do kampingu OLYMPUS BEACH
( N40 06’06.40” E22 33’43.10 )
Bardzo miły i sympatyczny. Przy wyjeździe dostaliśmy 20% dyskontu co w sumie dało kwotę do zapłaty za nocleg całej ferajny 30,4 EUR. Na miejscu są sklepik, bar, i bardzo sympatyczne zejście do morza. O plaży nie ma co mówić, bo to wąski pasek kamieni na którym są osadzone gęsto leżaki. Za leżaki goście kampingu nie płacili a Internet, który jest w cenie kampingu niestety chodził średnio – ale był. Na pewno bardzo miło wspominamy ciepłe nabrzeże i długą połać przybrzeża , gdzie jest wyczuwalny grunt. Dziewczyny moje odpływały od brzegu nawet na ok. 100-150 m. czyli do bojek.
[img]http://img585.imageshack.us/img585/6538/c9rp.jpg[/img]
Nigdzie później w innych miejscach nie było tak ciepłej wody jak tam. Nie dziwota ,że w drodze powrotnej także zaplanowaliśmy pobyt w tym miejscu...
17.07.2013 r.
Ponieważ ten etap podróży nie był jeszcze ukierunkowany na wylegiwanie, postanowiliśmy odwiedzić meteory. Udaliśmy się zatem autostradą w górę , a potem na zachód. Dojechaliśmy do miasta Meteorów i w centrum znalazłem informację turystyczną. Miła Pani wytłumaczyła mi co jeszcze dziś możemy obejrzeć , a gdzie akurat w tym czasie klasztory są zamknięte. System otwarcia niektórych klasztorów na przemian z innymi ma sens dla zwiedzających, ale już wiemy , by zobaczyć ich więcej musielibyśmy spędzić tam ze 3 dni. Niestety tym razem postanowiliśmy odwiedzić to co się da , a że dało się o tej porze wejść tylko do jednego to cóż...
[img]http://img546.imageshack.us/img546/518/7enu.jpg[/img]
[img]http://img36.imageshack.us/img36/893/yvic.jpg[/img]
W klasztorach kto nie miał odpowiedniego ubranka oczywiście musi założyć to co mu zakonnice nakażą.
[img]http://img801.imageshack.us/img801/5190/u06y.jpg[/img]
Pozostały nam jeszcze fotki do kalendarza i w drogę.
[img]http://img842.imageshack.us/img842/7241/h2ep.jpg[/img]
[img]http://img845.imageshack.us/img845/4138/r16k.jpg[/img]
Po drodze zakup cudownych w smaku owoców i kierunek jaki obraliśmy to zachodnie wybrzeże Grecji i kamping Kalami obok Igoumenitsy (N39 28’25.53” E20 14’26.54”). Koszt podobny jak w Olympus Beach (29EUR), ale standard dużo gorszy, co prawda rekompensowany przez miłą obsługę. Woda po tej stronie półwyspu dużo zimniejsza co przełożyło się na mniejszą chęć do zabaw wodnych. Do tego wszystkiego niestety dużo owadów w tym szerszeni w okolicach kuchni spowodowało ,że nie jesteśmy w stanie za bardzo polecić tego kampingu.
18.07.2013 r.
W końcu udało nam się zebrać i wyruszyć do głównego celu naszej podróży. Od 18 lipca mieliśmy rezerwację na 6 noclegów w hotelu Harmony w Sarande.
Przed samym wjazdem do Albanii wysypała mi się nawigacja i spędziliśmy na poboczu ok. pół godziny nota bene w towarzystwie umundurowanej i uzbrojonej policji . Jak się potem okazało musieli mieć jakąś akcję przy wlocie z Albanii do Grecji, bo później w strategicznych miejscach zastaliśmy jeszcze dwa takie uzbrojone małe oddziały. W końcu przekroczyliśmy granicę w miejscu opisanym jako Qafe Bote Sagiada Mavromati ( N39 39’03.88” E20 09’34.44”). Małe przejście gdzie nie było żadnych kolejek. Sklepik bezcłowy i możliwość zakupu lodów.
Wjechaliśmy do kraju innego niż wszystkie. Pierwsza stacja i oczywiście rozczarowanie , bo jakby nikt tam nigdy karty kredytowej nie widział. Jak się potem okazało , była to po prostu mała lokalna stacja, gdzie płacić można tylko gotówką. Nie zatankowaliśmy i wyruszyliśmy w drogę w kierunku Butrintu. Jechaliśmy ładnym szerokim świeżo położonym asfaltem drogą SH97. W pewnym momencie należy skręcić na drogę SH98. Na mapie te drogi wyglądały dokładnie tak samo, ale w praktyce ta druga wyglądała jak zjazd na cygańską posesję i wjazd między budynki przeznaczone do rozbiórki. Ot i jak się dalej okazało obraz Albanii. Droga ta mimo ,że fatalna to była taką tylko przez kilka kilometrów. Później zaczął się asfalt- stary , wąski na prawie szerokość kampera ;-) .
Tym oto asfaltem dojechaliśmy do promu w Butrincie. Od razu wjechaliśmy na "prom" i przedostaliśmy się na parking.
[img]http://img594.imageshack.us/img594/1095/y0jo.jpg[/img]
[img]http://img801.imageshack.us/img801/1296/dffs.jpg[/img]
Niestety próba opędzenia się przed cygańskimi dziećmi spełzła na niczym. Przez co jako nieprzygotowani do tej lekcji pojechaliśmy dalej w kierunku Ksamil.
Przejechaliśmy tę miejscowość rozkoszując się widokami krajobrazów. Pierwsza sprawa to była konieczność zatankowania paliwa. Na szczęście kolejna stacja już w Ksamilu miała bankomat i dzięki wypłaconej tam gotówce mogliśmy zatankować kamperka do pełna. Mogliśmy ze spokojem jechać dalej.
Niestety wszędzie było widać to co większość turystów odrzuca od tego kraju - brak gospodarza , śmieci w miejscach publicznych, samowole budowlane. Mimo to nie zrażaliśmy się do niczego i pełni optymizmu szukaliśmy zjazdu do naszego hotelu. Hotel Harmony okazał się czymś w rodzaju większego pensjonatu.
(N39 51’06.11” E20 01’16.96)
Niestety nie było tam żadnego parkingu z prawdziwego zdarzenia, a auta mieszkańców parkowały bądź na dojeździe bądź na placykach przy okolicznych budowach. Dla naszego kampera było piękne miejsce vis a vis naszego okna balkonowego , z którego roztaczał się wspaniały widok na wyspę Korfu. Mieliśmy zatem szczęście , bo i widok z okna ładny i akurat nie nasłoneczniona zbytnio ściana hotelu, do tego kamperek pod ciągłym nadzorem - czego chcieć więcej?
[img]http://img132.imageshack.us/img132/6438/wq7q.jpg[/img]
Po południu poszliśmy od razu zwiedzić okolicę i oczywiście zażyć pierwszych kąpieli. Co prawda plaża kamienista, ale po przejściu do wody w Crocsach można było dalej rozkoszować się całkiem przyjemną wodą.
[img]http://img545.imageshack.us/img545/7381/7ttc.jpg[/img]
[img]http://img42.imageshack.us/img42/4619/j0y3.jpg[/img]
Właściciele hotelu to młode małżeństwo prowadzące swój interes razem z rodzicami. Ponieważ mieliśmy wykupiony pobyt na sześć noclegów ze śniadaniami pokój bardzo sympatyczny i czysty zaopatrzony w TV, łazienkę (co prawda brak jako takiej kabiny prysznicowej, ale wszystko w kaflach i zadbane), a nasz wyjazd był głównie kamperowy, to nie chcieliśmy za bardzo zawierzać kuchni albańskiej i żywienie miało być mimo wszystko domowe czyli kamperowe.
[img]http://img836.imageshack.us/img836/6254/jibt.jpg[/img]
[img]http://img6.imageshack.us/img6/4139/d4ww.jpg[/img]
[img]http://img43.imageshack.us/img43/9631/qh3j.jpg[/img]
[img]http://img844.imageshack.us/img844/4792/h8eh.jpg[/img]
[img]http://img593.imageshack.us/img593/7462/b4m3.jpg[/img]
[img]http://img20.imageshack.us/img20/9162/lbuk.jpg[/img]
Nie wypadało nam jednak nie pójść choć raz na posiłek główny do restauracji hotelowej, gdzie szefem kuchni był właściciel hotelu czyli Gienti. Jego żona Elona zajmowała się raczej częścią hotelową.
[img]http://img43.imageshack.us/img43/2015/62o7.jpg[/img]
[img]http://img51.imageshack.us/img51/6465/x4vv.jpg[/img]
[img]http://img35.imageshack.us/img35/204/0dt1.JPG[/img]
Posiłek popołudniowy okazał się bardzo sympatyczny. Zażyczyliśmy sobie m.in. sałatki - podawane w głębokich talerzach , które w rozumieniu Albańczyka nie mogły stanowić dania głównego , więc dopiero na drugi dzień zrozumieli, że chodzi o to by postawić talerz przed konkretną osobą a nie na środku stołu. :haha:
[img]http://img853.imageshack.us/img853/5986/a7a5.jpg[/img]
[img]http://img132.imageshack.us/img132/1232/tfxw.jpg[/img]
Po zjedzeniu posiłku dla nas czworga , spróbowaniu deserów, napojeniu się napitkami i alkoholami przyszło do płacenia rachunku.
[img]http://img600.imageshack.us/img600/493/831g.jpg[/img]
Gdy okazało się ,że za taką ferajnę i bardzo dobre jedzonko zapłaciliśmy lekko powyżej 100 PLN to nasza decyzja o przejściu na wikt restauracyjny do końca wyjazdu nie trwała długo...
[img]http://img163.imageshack.us/img163/4808/zowi.jpg[/img]
Wieczorny widok z restauracji SUPER.
Kolejne dni zeszły nam na leniuchowaniu na plaży i co drugi dzień wyjeździe bądź to do Butrintu bądź do Gjirokastry.
W Butrincie (N39 44’38.68” E20 01’07.54”) nie ma zbyt dużego wyboru. Stajesz na parkingu przy drodze i zostawiając samochód idzie się zwiedzać przez co najmniej godzinę zabytkowe ruiny. Można tam spędzić ponoć i kilka godzin, ale w dużym upale my osobiście nie widzieliśmy takiej potrzeby.
[img]http://img28.imageshack.us/img28/7166/gae4.jpg[/img]
[img]http://img560.imageshack.us/img560/6566/7k98.jpg[/img]
[img]http://img560.imageshack.us/img560/5362/78q9.jpg[/img]
[img]http://img19.imageshack.us/img19/3253/zpl0.jpg[/img]
[img]http://img32.imageshack.us/img32/6515/gjtg.JPG[/img]
[img]http://img132.imageshack.us/img132/7550/qyrw.jpg[/img]
Gjirokastra to miasto z dużą twierdzą. Zastanawiałem się jak do niej dotrzeć. Na początku zbadałem jakiś namiar z Internetu, który ktoś podał na forum. Było to miejsce między domami ,na tyłach marketu. Niestety w ogóle mi ono nie przypasowało i poszukałem innego rozwiązania. Na głównej drodze wlotowej do miasta , szerokiej czteropasmowej Bulevardi 18 Shtatori , po obu stronach z miejscami do parkowania można było znaleźć swobodnie miejsce do parkowania kampera (N40 05’01.89” E20 08’37.13”) . Oczywiście trzeba było zrobić ze dwie rundki w te i wew te. Plusem tej drogi jest to ,że non stop jeżdżą tamtędy wozy policyjne. Na początku tej ulicy jest duży postój taxi. Na postój wybrałem ten właśnie koniec ulicy – jej drugą stronę. Postawiliśmy kamperka – niestety w słońcu – ale obok nowo wybudowanej stacji benzynowej. Zrobiłem sobie aparatem zdjęcie tak aby było dokładnie widać charakterystyczne budynki.
[img]http://img580.imageshack.us/img580/4018/qddi.jpg[/img]
Przeszliśmy na drugą stronę ulicy i wsiedliśmy do taxówki. Pan zawiózł nas do centrum czyli w okolicę twierdzy. Jak się potem okazało mogłem nalegać , to podwiózłby nas pod same wrota, ale dzięki temu pochodziliśmy po wąskich , klimatycznych uliczkach tego miasta.
[img]http://img855.imageshack.us/img855/1796/01zu.jpg[/img]
[img]http://img571.imageshack.us/img571/7262/nya8.jpg[/img]
W końcu doszliśmy do twierdzy udało się zapłacić u Pani w kasie i pozwiedzaliśmy kompletnie nie zabezpieczone ruiny.
[img]http://img690.imageshack.us/img690/2896/knwq.jpg[/img]
[img]http://img41.imageshack.us/img41/744/69vl.jpg[/img]
[img]http://img6.imageshack.us/img6/543/bxe7.jpg[/img]
[img]http://img268.imageshack.us/img268/6665/zd4.JPG[/img]
[img]http://img513.imageshack.us/img513/4301/oh83.jpg[/img]
[img]http://img716.imageshack.us/img716/3924/x02b.jpg[/img]
Sympatyczne widoki , ale to raczej wszystko. O konkretach można poczytać w przewodnikach. Niestety tych konkretów jest niewiele.
Aby wrócić z powrotem do kamperka zatrzymaliśmy dosłownie kiwnięciem ręki pierwszą lepszą taksówkę. To nić ,że facet miał pasażera, a nas było czworo i pies. Załadowaliśmy się do Merca i po pokazaniu Panu na wyświetlaczu aparatu miejsca naszego postoju za kilka minut znaleźliśmy się obok samochodu. Ta podróż w dół kosztowała nas nawet chyba trochę więcej w tym tłoku niż w poprzednią stronę, ale za to wrażenia z jazdy – bezcenne.
Na drodze do Gjirokastry z Sarande mieliśmy oczywiście Blue Eye.
[img]http://img849.imageshack.us/img849/7084/ewyu.jpg[/img]
Oczywiście są śmiałkowie – także z Polski – skaczący do tej lodowatej i krystalicznie czystej wody
[img]http://img513.imageshack.us/img513/1056/f6dx.jpg[/img]
[img]http://img32.imageshack.us/img32/2973/7on.JPG[/img]
Miejsce które każdy zapamięta na pewno chcąc tam dojechać kamperem w sezonie. Drobna opłata na wjeździe do „parku”, a potem asfalt szerokości ok. 3 m , gdzie należy się mijać z jadącymi z przeciwka pojazdami. Zarówno w jedną jak i drugą stronę. Po drodze serpentyn ki i kompletny brak widoczności. Polecam ;-) .
Każdego prawie wieczoru jechaliśmy do Centrum Sarandy na lody i małe zakupy.
[img]http://img826.imageshack.us/img826/2659/0reb.jpg[/img]
[img]http://img31.imageshack.us/img31/6168/sq80.JPG[/img]
[img]http://img5.imageshack.us/img5/696/pk0n.jpg[/img]
[img]http://img43.imageshack.us/img43/5950/86jw.jpg[/img]
Zasadniczo sklepy są zaopatrzone średnio, ale bywały towary interesujące moje Panie w szczególności
[img]http://img6.imageshack.us/img6/8899/ux8k.jpg[/img]
W czasie naszego pobytu zorientowałem się ,że Gienti zaopatruje się nie w markecie na obrzeżach miasta, ale jedzie do centrum. Kiedyś zabraliśmy się z nim i okazało się ,że ceny w markecie miejskim były o 1/3 lub czasem o 1/2 niższe niż w markecie niedaleko hotelu. Zatem zaopatrzyliśmy się w wina i przeróżne smakołyki polecane nam przez tamtejszego kucharza.
Naszą Albanię potraktowaliśmy lajtowo. W tym samym czasie moi koledzy jeździli po górach Albanii z wyprawą off roadową i nie powiem ,żebym im trochę nie zazdrościł, bo kraj ten jest pełen ciekawych offowo miejsc.
Dla nas w tym czasie ważne było to ,że mieliśmy kompletnie bezstresowy pobyt , ładną pogodę i tanie dobre posiłki. Sam hotel za 6 dniowy pobyt dla 4 osób (6 noclegów ze śniadaniami) wyniósł nas 320 EUR ! Oczywiście ta cena nie może się równać z cenami kampingów, czy tak jak w opisie kolegów ze Śląska gdzie za postój płacili po 5 EUR od kampera, ale za to mieliśmy naprawdę królewskie jak za tę kwotę warunki.
24 lipca w dniu gdy kończył się nasz pobyt zamówiliśmy jeszcze na wynos miski z sałatkami i makaronem z sosem neapolitańskim. Było przepysznie …
Ostanie zdjęcie na tle Albańskiej ziemi
[img]http://img716.imageshack.us/img716/9874/9dsq.jpg[/img]
Wyjazd z Albanii zaplanowaliśmy tym samym przejściem, którym do tego kraju wjechaliśmy, jednak tym razem pojechaliśmy lekkim łukiem , tak aby z samej Sarandy do granicy jechać szerokim, ładnym, nowym asfaltem.
Żegnamy Albanię mimo wszystko życząc ludziom tam żyjącym by znaleźli jak najszybszą drogę do nowoczesnego poziomu życia.
Szukając wcześniej informacji o tym kraju i o drogach, uczeni zeszłoroczną awarią alternatora, postanowiłem nie robić hardcoru rodzince i poszukaliśmy najpierw na bookingu jakiegoś hotelu ( w razie czego) aby gdyby coś nieoczekiwanego miało się stać, to można by było się w nim zatrzymać. Okazało się ,że ceny hoteli -oczywiście niektórych - są tak korzystne ,że trochę bez sensu było kampingowanie w Albanii. Z głupia franc zabookowałem pokój i stąd pojawił się cel podróży - SARANDE.
Po rozmowach wstępnych z Dudusiem, który również w tym samym czasie planował wyjazd w tym kierunku wiedziałem ,że droga przez Grecję jest najlepszą niehardcorową wersją przejazdu. Data wyjazdu modyfikowana podobnie do kierunku jazdy wypadła na 14.07.2013 r.
W domku autko zatankowane , zapakowane wyruszyło tym razem w składzie 2+2 i pies. Jedna z córek zbojkotowała wyjazd - do dziś żałuje...
Trasę obraliśmy ze względu na odległości do przejechania głównie autostradami. Z Poznania udaliśmy się w kierunku Cieszyna a zatem przez Wrocław i dalej autostradą na Śląsk. Tankowania po drodze w Cieszynie, potem w Bratysławie. Po drodze zakup winiet na Słowację, potem Węgry. Punkt postoju to oczywiście Kiskunmajsa Termy ( N46 31’15.31” E19 44’47.52) (dwie noce)15-16.07.2013.
Tu spotkała nas sytuacja, która zmusiła do poddania w wątpliwość czy jechać dalej. Nasza najmłodsza uczestniczka w dniu pobytu na termach poczuła się źle i dostała gorączki 39st. Nie wiedzieliśmy czy dalsza podróż w kierunku, bądź co bądź mało cywilizowanej służby zdrowia, jest aby dobrym wyjściem, ale zaryzykowaliśmy i po dwóch dniach okazało się ,że udało nam się sprawę opanować. (Termy i kemping dla naszego zestawu łącznie z psem wyniósł nas 187 PLN czyli 12500 Forintów).
Niestety ze względu na wstępne kłopoty ze zdrowiem latorośli zapomnieliśmy robić zdjęcia, zatem takowe pojawią się dopiero w dalszej części relacji.
Wyjazd i tankowanie tuż przed granicą i wjeżdżamy do Serbii. Nudna droga przez Serbską krainę (po drodze tankowanie cena paliwa 155,4 Dinara tj. 5,95 PLN/litr) , później wjazd do Macedonii. Spodobała mi się życzliwość tych ludzi na stacjach. Wszędzie taka sama cena paliwa. Mój kolega, już po tych wakacjach, opisywał mi swoje przygody z Macedonii i potwierdził moją sympatię dla tego narodu. Wszyscy uczciwi , przyjaźnie nastawieni do turystów. Myślę, że warto jak się tylko da , zjechać z autostrady i pobaraszkować po bocznych drogach. My niestety na pokładzie z dzieckiem ,które jeszcze miało gorączkę woleliśmy się jak najszybciej znaleźć w Grecji, gdzie chyba najszybciej w razie konieczności znaleźlibyśmy pomoc.
Bramki na autostradzie w Macedonii to kwoty pomijalne , paliwo 70 Denarów /litr tj. ok. 4,30 PLN/ ltr.
W końcu dojechaliśmy do Grecji. Szybkim skokiem chcąc przejechać w ok. Salonik i tam poszukać noclegu zjechaliśmy w dół mapy i dojechaliśmy do kampingu OLYMPUS BEACH
( N40 06’06.40” E22 33’43.10 )
Bardzo miły i sympatyczny. Przy wyjeździe dostaliśmy 20% dyskontu co w sumie dało kwotę do zapłaty za nocleg całej ferajny 30,4 EUR. Na miejscu są sklepik, bar, i bardzo sympatyczne zejście do morza. O plaży nie ma co mówić, bo to wąski pasek kamieni na którym są osadzone gęsto leżaki. Za leżaki goście kampingu nie płacili a Internet, który jest w cenie kampingu niestety chodził średnio – ale był. Na pewno bardzo miło wspominamy ciepłe nabrzeże i długą połać przybrzeża , gdzie jest wyczuwalny grunt. Dziewczyny moje odpływały od brzegu nawet na ok. 100-150 m. czyli do bojek.
[img]http://img585.imageshack.us/img585/6538/c9rp.jpg[/img]
Nigdzie później w innych miejscach nie było tak ciepłej wody jak tam. Nie dziwota ,że w drodze powrotnej także zaplanowaliśmy pobyt w tym miejscu...
17.07.2013 r.
Ponieważ ten etap podróży nie był jeszcze ukierunkowany na wylegiwanie, postanowiliśmy odwiedzić meteory. Udaliśmy się zatem autostradą w górę , a potem na zachód. Dojechaliśmy do miasta Meteorów i w centrum znalazłem informację turystyczną. Miła Pani wytłumaczyła mi co jeszcze dziś możemy obejrzeć , a gdzie akurat w tym czasie klasztory są zamknięte. System otwarcia niektórych klasztorów na przemian z innymi ma sens dla zwiedzających, ale już wiemy , by zobaczyć ich więcej musielibyśmy spędzić tam ze 3 dni. Niestety tym razem postanowiliśmy odwiedzić to co się da , a że dało się o tej porze wejść tylko do jednego to cóż...
[img]http://img546.imageshack.us/img546/518/7enu.jpg[/img]
[img]http://img36.imageshack.us/img36/893/yvic.jpg[/img]
W klasztorach kto nie miał odpowiedniego ubranka oczywiście musi założyć to co mu zakonnice nakażą.
[img]http://img801.imageshack.us/img801/5190/u06y.jpg[/img]
Pozostały nam jeszcze fotki do kalendarza i w drogę.
[img]http://img842.imageshack.us/img842/7241/h2ep.jpg[/img]
[img]http://img845.imageshack.us/img845/4138/r16k.jpg[/img]
Po drodze zakup cudownych w smaku owoców i kierunek jaki obraliśmy to zachodnie wybrzeże Grecji i kamping Kalami obok Igoumenitsy (N39 28’25.53” E20 14’26.54”). Koszt podobny jak w Olympus Beach (29EUR), ale standard dużo gorszy, co prawda rekompensowany przez miłą obsługę. Woda po tej stronie półwyspu dużo zimniejsza co przełożyło się na mniejszą chęć do zabaw wodnych. Do tego wszystkiego niestety dużo owadów w tym szerszeni w okolicach kuchni spowodowało ,że nie jesteśmy w stanie za bardzo polecić tego kampingu.
18.07.2013 r.
W końcu udało nam się zebrać i wyruszyć do głównego celu naszej podróży. Od 18 lipca mieliśmy rezerwację na 6 noclegów w hotelu Harmony w Sarande.
Przed samym wjazdem do Albanii wysypała mi się nawigacja i spędziliśmy na poboczu ok. pół godziny nota bene w towarzystwie umundurowanej i uzbrojonej policji . Jak się potem okazało musieli mieć jakąś akcję przy wlocie z Albanii do Grecji, bo później w strategicznych miejscach zastaliśmy jeszcze dwa takie uzbrojone małe oddziały. W końcu przekroczyliśmy granicę w miejscu opisanym jako Qafe Bote Sagiada Mavromati ( N39 39’03.88” E20 09’34.44”). Małe przejście gdzie nie było żadnych kolejek. Sklepik bezcłowy i możliwość zakupu lodów.
Wjechaliśmy do kraju innego niż wszystkie. Pierwsza stacja i oczywiście rozczarowanie , bo jakby nikt tam nigdy karty kredytowej nie widział. Jak się potem okazało , była to po prostu mała lokalna stacja, gdzie płacić można tylko gotówką. Nie zatankowaliśmy i wyruszyliśmy w drogę w kierunku Butrintu. Jechaliśmy ładnym szerokim świeżo położonym asfaltem drogą SH97. W pewnym momencie należy skręcić na drogę SH98. Na mapie te drogi wyglądały dokładnie tak samo, ale w praktyce ta druga wyglądała jak zjazd na cygańską posesję i wjazd między budynki przeznaczone do rozbiórki. Ot i jak się dalej okazało obraz Albanii. Droga ta mimo ,że fatalna to była taką tylko przez kilka kilometrów. Później zaczął się asfalt- stary , wąski na prawie szerokość kampera ;-) .
Tym oto asfaltem dojechaliśmy do promu w Butrincie. Od razu wjechaliśmy na "prom" i przedostaliśmy się na parking.
[img]http://img594.imageshack.us/img594/1095/y0jo.jpg[/img]
[img]http://img801.imageshack.us/img801/1296/dffs.jpg[/img]
Niestety próba opędzenia się przed cygańskimi dziećmi spełzła na niczym. Przez co jako nieprzygotowani do tej lekcji pojechaliśmy dalej w kierunku Ksamil.
Przejechaliśmy tę miejscowość rozkoszując się widokami krajobrazów. Pierwsza sprawa to była konieczność zatankowania paliwa. Na szczęście kolejna stacja już w Ksamilu miała bankomat i dzięki wypłaconej tam gotówce mogliśmy zatankować kamperka do pełna. Mogliśmy ze spokojem jechać dalej.
Niestety wszędzie było widać to co większość turystów odrzuca od tego kraju - brak gospodarza , śmieci w miejscach publicznych, samowole budowlane. Mimo to nie zrażaliśmy się do niczego i pełni optymizmu szukaliśmy zjazdu do naszego hotelu. Hotel Harmony okazał się czymś w rodzaju większego pensjonatu.
(N39 51’06.11” E20 01’16.96)
Niestety nie było tam żadnego parkingu z prawdziwego zdarzenia, a auta mieszkańców parkowały bądź na dojeździe bądź na placykach przy okolicznych budowach. Dla naszego kampera było piękne miejsce vis a vis naszego okna balkonowego , z którego roztaczał się wspaniały widok na wyspę Korfu. Mieliśmy zatem szczęście , bo i widok z okna ładny i akurat nie nasłoneczniona zbytnio ściana hotelu, do tego kamperek pod ciągłym nadzorem - czego chcieć więcej?
[img]http://img132.imageshack.us/img132/6438/wq7q.jpg[/img]
Po południu poszliśmy od razu zwiedzić okolicę i oczywiście zażyć pierwszych kąpieli. Co prawda plaża kamienista, ale po przejściu do wody w Crocsach można było dalej rozkoszować się całkiem przyjemną wodą.
[img]http://img545.imageshack.us/img545/7381/7ttc.jpg[/img]
[img]http://img42.imageshack.us/img42/4619/j0y3.jpg[/img]
Właściciele hotelu to młode małżeństwo prowadzące swój interes razem z rodzicami. Ponieważ mieliśmy wykupiony pobyt na sześć noclegów ze śniadaniami pokój bardzo sympatyczny i czysty zaopatrzony w TV, łazienkę (co prawda brak jako takiej kabiny prysznicowej, ale wszystko w kaflach i zadbane), a nasz wyjazd był głównie kamperowy, to nie chcieliśmy za bardzo zawierzać kuchni albańskiej i żywienie miało być mimo wszystko domowe czyli kamperowe.
[img]http://img836.imageshack.us/img836/6254/jibt.jpg[/img]
[img]http://img6.imageshack.us/img6/4139/d4ww.jpg[/img]
[img]http://img43.imageshack.us/img43/9631/qh3j.jpg[/img]
[img]http://img844.imageshack.us/img844/4792/h8eh.jpg[/img]
[img]http://img593.imageshack.us/img593/7462/b4m3.jpg[/img]
[img]http://img20.imageshack.us/img20/9162/lbuk.jpg[/img]
Nie wypadało nam jednak nie pójść choć raz na posiłek główny do restauracji hotelowej, gdzie szefem kuchni był właściciel hotelu czyli Gienti. Jego żona Elona zajmowała się raczej częścią hotelową.
[img]http://img43.imageshack.us/img43/2015/62o7.jpg[/img]
[img]http://img51.imageshack.us/img51/6465/x4vv.jpg[/img]
[img]http://img35.imageshack.us/img35/204/0dt1.JPG[/img]
Posiłek popołudniowy okazał się bardzo sympatyczny. Zażyczyliśmy sobie m.in. sałatki - podawane w głębokich talerzach , które w rozumieniu Albańczyka nie mogły stanowić dania głównego , więc dopiero na drugi dzień zrozumieli, że chodzi o to by postawić talerz przed konkretną osobą a nie na środku stołu. :haha:
[img]http://img853.imageshack.us/img853/5986/a7a5.jpg[/img]
[img]http://img132.imageshack.us/img132/1232/tfxw.jpg[/img]
Po zjedzeniu posiłku dla nas czworga , spróbowaniu deserów, napojeniu się napitkami i alkoholami przyszło do płacenia rachunku.
[img]http://img600.imageshack.us/img600/493/831g.jpg[/img]
Gdy okazało się ,że za taką ferajnę i bardzo dobre jedzonko zapłaciliśmy lekko powyżej 100 PLN to nasza decyzja o przejściu na wikt restauracyjny do końca wyjazdu nie trwała długo...
[img]http://img163.imageshack.us/img163/4808/zowi.jpg[/img]
Wieczorny widok z restauracji SUPER.
Kolejne dni zeszły nam na leniuchowaniu na plaży i co drugi dzień wyjeździe bądź to do Butrintu bądź do Gjirokastry.
W Butrincie (N39 44’38.68” E20 01’07.54”) nie ma zbyt dużego wyboru. Stajesz na parkingu przy drodze i zostawiając samochód idzie się zwiedzać przez co najmniej godzinę zabytkowe ruiny. Można tam spędzić ponoć i kilka godzin, ale w dużym upale my osobiście nie widzieliśmy takiej potrzeby.
[img]http://img28.imageshack.us/img28/7166/gae4.jpg[/img]
[img]http://img560.imageshack.us/img560/6566/7k98.jpg[/img]
[img]http://img560.imageshack.us/img560/5362/78q9.jpg[/img]
[img]http://img19.imageshack.us/img19/3253/zpl0.jpg[/img]
[img]http://img32.imageshack.us/img32/6515/gjtg.JPG[/img]
[img]http://img132.imageshack.us/img132/7550/qyrw.jpg[/img]
Gjirokastra to miasto z dużą twierdzą. Zastanawiałem się jak do niej dotrzeć. Na początku zbadałem jakiś namiar z Internetu, który ktoś podał na forum. Było to miejsce między domami ,na tyłach marketu. Niestety w ogóle mi ono nie przypasowało i poszukałem innego rozwiązania. Na głównej drodze wlotowej do miasta , szerokiej czteropasmowej Bulevardi 18 Shtatori , po obu stronach z miejscami do parkowania można było znaleźć swobodnie miejsce do parkowania kampera (N40 05’01.89” E20 08’37.13”) . Oczywiście trzeba było zrobić ze dwie rundki w te i wew te. Plusem tej drogi jest to ,że non stop jeżdżą tamtędy wozy policyjne. Na początku tej ulicy jest duży postój taxi. Na postój wybrałem ten właśnie koniec ulicy – jej drugą stronę. Postawiliśmy kamperka – niestety w słońcu – ale obok nowo wybudowanej stacji benzynowej. Zrobiłem sobie aparatem zdjęcie tak aby było dokładnie widać charakterystyczne budynki.
[img]http://img580.imageshack.us/img580/4018/qddi.jpg[/img]
Przeszliśmy na drugą stronę ulicy i wsiedliśmy do taxówki. Pan zawiózł nas do centrum czyli w okolicę twierdzy. Jak się potem okazało mogłem nalegać , to podwiózłby nas pod same wrota, ale dzięki temu pochodziliśmy po wąskich , klimatycznych uliczkach tego miasta.
[img]http://img855.imageshack.us/img855/1796/01zu.jpg[/img]
[img]http://img571.imageshack.us/img571/7262/nya8.jpg[/img]
W końcu doszliśmy do twierdzy udało się zapłacić u Pani w kasie i pozwiedzaliśmy kompletnie nie zabezpieczone ruiny.
[img]http://img690.imageshack.us/img690/2896/knwq.jpg[/img]
[img]http://img41.imageshack.us/img41/744/69vl.jpg[/img]
[img]http://img6.imageshack.us/img6/543/bxe7.jpg[/img]
[img]http://img268.imageshack.us/img268/6665/zd4.JPG[/img]
[img]http://img513.imageshack.us/img513/4301/oh83.jpg[/img]
[img]http://img716.imageshack.us/img716/3924/x02b.jpg[/img]
Sympatyczne widoki , ale to raczej wszystko. O konkretach można poczytać w przewodnikach. Niestety tych konkretów jest niewiele.
Aby wrócić z powrotem do kamperka zatrzymaliśmy dosłownie kiwnięciem ręki pierwszą lepszą taksówkę. To nić ,że facet miał pasażera, a nas było czworo i pies. Załadowaliśmy się do Merca i po pokazaniu Panu na wyświetlaczu aparatu miejsca naszego postoju za kilka minut znaleźliśmy się obok samochodu. Ta podróż w dół kosztowała nas nawet chyba trochę więcej w tym tłoku niż w poprzednią stronę, ale za to wrażenia z jazdy – bezcenne.
Na drodze do Gjirokastry z Sarande mieliśmy oczywiście Blue Eye.
[img]http://img849.imageshack.us/img849/7084/ewyu.jpg[/img]
Oczywiście są śmiałkowie – także z Polski – skaczący do tej lodowatej i krystalicznie czystej wody
[img]http://img513.imageshack.us/img513/1056/f6dx.jpg[/img]
[img]http://img32.imageshack.us/img32/2973/7on.JPG[/img]
Miejsce które każdy zapamięta na pewno chcąc tam dojechać kamperem w sezonie. Drobna opłata na wjeździe do „parku”, a potem asfalt szerokości ok. 3 m , gdzie należy się mijać z jadącymi z przeciwka pojazdami. Zarówno w jedną jak i drugą stronę. Po drodze serpentyn ki i kompletny brak widoczności. Polecam ;-) .
Każdego prawie wieczoru jechaliśmy do Centrum Sarandy na lody i małe zakupy.
[img]http://img826.imageshack.us/img826/2659/0reb.jpg[/img]
[img]http://img31.imageshack.us/img31/6168/sq80.JPG[/img]
[img]http://img5.imageshack.us/img5/696/pk0n.jpg[/img]
[img]http://img43.imageshack.us/img43/5950/86jw.jpg[/img]
Zasadniczo sklepy są zaopatrzone średnio, ale bywały towary interesujące moje Panie w szczególności
[img]http://img6.imageshack.us/img6/8899/ux8k.jpg[/img]
W czasie naszego pobytu zorientowałem się ,że Gienti zaopatruje się nie w markecie na obrzeżach miasta, ale jedzie do centrum. Kiedyś zabraliśmy się z nim i okazało się ,że ceny w markecie miejskim były o 1/3 lub czasem o 1/2 niższe niż w markecie niedaleko hotelu. Zatem zaopatrzyliśmy się w wina i przeróżne smakołyki polecane nam przez tamtejszego kucharza.
Naszą Albanię potraktowaliśmy lajtowo. W tym samym czasie moi koledzy jeździli po górach Albanii z wyprawą off roadową i nie powiem ,żebym im trochę nie zazdrościł, bo kraj ten jest pełen ciekawych offowo miejsc.
Dla nas w tym czasie ważne było to ,że mieliśmy kompletnie bezstresowy pobyt , ładną pogodę i tanie dobre posiłki. Sam hotel za 6 dniowy pobyt dla 4 osób (6 noclegów ze śniadaniami) wyniósł nas 320 EUR ! Oczywiście ta cena nie może się równać z cenami kampingów, czy tak jak w opisie kolegów ze Śląska gdzie za postój płacili po 5 EUR od kampera, ale za to mieliśmy naprawdę królewskie jak za tę kwotę warunki.
24 lipca w dniu gdy kończył się nasz pobyt zamówiliśmy jeszcze na wynos miski z sałatkami i makaronem z sosem neapolitańskim. Było przepysznie …
Ostanie zdjęcie na tle Albańskiej ziemi
[img]http://img716.imageshack.us/img716/9874/9dsq.jpg[/img]
Wyjazd z Albanii zaplanowaliśmy tym samym przejściem, którym do tego kraju wjechaliśmy, jednak tym razem pojechaliśmy lekkim łukiem , tak aby z samej Sarandy do granicy jechać szerokim, ładnym, nowym asfaltem.
Żegnamy Albanię mimo wszystko życząc ludziom tam żyjącym by znaleźli jak najszybszą drogę do nowoczesnego poziomu życia.
Komentarze
Prześlij komentarz